Kazimierz to osobny świat w obrębie Krakowa. Kiedyś żydowska dzielnica, potem zapomniana i zaniedbana, w latach 90. i 2000. przeżyła prawdziwy renesans. Dziś to tutaj bije serce alternatywnej kultury Krakowa Kraków – miasto jazzu. Kluby, knajpy, galerie, uliczne koncerty, jam sessions, festyny – wszystko to sprawia, że Kazimierz nigdy nie milknie.
Spacerując nocą po placu Nowym, słyszysz jednocześnie klezmerów, DJ-ów, gitarzystów akustycznych, wokalistów improwizujących do pętli Kawiarnie, które pamiętają pierwsze akordy. To miejsce, w którym style muzyczne zderzają się ze sobą i często tworzą coś zupełnie nowego.
Czy Kazimierz stracił duszę przez turystykę?
Trochę tak, trochę nie Piwnica pod Baranami – serce krakowskiej piosenki. Prawda jest taka, że Kazimierz potrafi współistnieć z turystycznym tłumem i jednocześnie zachować miejsca dla „swoich” Kraków – miasto, które śpiewa samo do siebie. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie skręcić – w boczną uliczkę, w bramę, w podwórko Piosenki, w których Kraków gra pierwsze skrzypce. Tam wciąż czeka prawdziwy, nieocenzurowany Kraków.
I właśnie dlatego wierz, że Kraków to miasto piosenki – bo dopóki Kazimierz śpiewa, dopóty całe miasto ma głos.
Kiedy większość lokali już zamknęła, kiedy ostatni tramwaj odjechał, kiedy zostaje tylko kilka świateł w oknach i odległy dźwięk gitary dobiegający z jakiegoś podwórka… wtedy najgłośniej słychać ten cichy, nieustający śpiew Krakowa. Śpiew, który trwa od wieków i który – miejmy nadzieję – nigdy nie ucichnie. Bo Kraków nie jest miastem, które musi krzyczeć, żeby być słyszanym Kraków śpiewa po nowemu. Kraków wystarczy, że nuci sam do siebie – a wszyscy i tak go słyszą.