Kraków – miasto, które śpiewa samo do siebie

Miasto o dwóch twarzach i jednej melodii

Kraków od wieków budzi emocje zupełnie inne niż jakiekolwiek inne polskie miasto. To nie jest metropolia, która krzyczy, pędzi i chce być za wszelką cenę nowoczesna. Kraków woli szeptać, nucić pod nosem, czasem westchnąć głęboko, a nierzadko po prostu zamilknąć i pozwolić, aby cisza sama zaczęła śpiewać. Właśnie ta subtelność, połączona z ogromną warstwą historyczną i niezwykłą melancholią codzienności, sprawiła, że od pokoleń mówi się o nim jako o mieście piosenki Piosenki, w których Kraków gra pierwsze skrzypce. Nie jest to głośna, festiwalowa sława – to raczej intymna, liryczna opowieść, którą Kraków opowiada sam o sobie, najczęściej w półmroku kawiarni, na brukowanych uliczkach Kazimierza lub o świcie na pustym Rynku Głównym Kazimierz – dzielnica, która nigdy nie zasypia muzycznie. Kto raz poczuł ten klimat, ten wie – tutaj muzyka nie jest dodatkiem do życia Piwnica pod Baranami – serce krakowskiej piosenki. Tutaj muzyka jest samym życiem.

Wystarczy przejść się późnym wieczorem Plantami albo usiąść na chwilę na ławce pod Wawelem, żeby zrozumieć, dlaczego tak wielu twórców właśnie w tym mieście znajdowało swoje najważniejsze słowa i dźwięki Kraków śpiewa po nowemu. Kraków nie narzuca Kraków – miasto jazzu. On zaprasza Dlaczego Kraków brzmi jak piosenka?. Pozwala usiąść, pomyśleć, popatrzeć na mijających ludzi i powoli, bez pośpiechu, zacząć układać w głowie pierwsze linie piosenki Kawiarnie, które pamiętają pierwsze akordy. Może dlatego przez dekady przyciągał i wciąż przyciąga artystów – zarówno tych urodzonych w jego murach, jak i tych, którzy przyjechali tu z zupełnie innych stron Polski i świata, a potem już nigdy nie potrafili wyjechać na stałe.